II Zjazd PZPR na pewno był spoko
May 26, 2012
Kupiłem sobie ostatnio na Allegro podręcznik do fotografii z 1955. Wielbię książki o fotografii wydane daleko przed nadejściem cyfry, nie ma w nich żadnych bzdur, typu 300 stron o tym jak poprawić zdjęcie w fotoszopie, albo rozpływania się nad MTFami obiektywów. Skupiają się one na tych ciekawszych aspektach techniki fotograficznej: świetle, kompozycji, technice służącej do osiągnięcia tego czego się chce.
Oprócz tego sam fakt trzymania w ręku prawie 60-letniej książki sprawia radość, ta typografia, rysunki, papier, sam jej zapach. To jest to dzieciak, to jest to.
I trochę uroczego zeitgeistu:
Druh Synchro i rok 2006
May 12, 2012
Carl Zeiss Jena Protarlinse
April 22, 2012
The Earth Plates Are Shifting
December 29, 2011
“Stanley had all the bad traits of the Poles. He was vain, vitriolic, violent, generous in a false way, romantic as a broken-down hack, loyal as a fool and deeply treacherous to boot. Above all, he was simply corroded with envy and jealousy.
Himininn er að hrynja
October 5, 2011
Meh, irytuję sam siebie. Jako być-może-przyszły-PhD powinienem teraz uczyć się dniami i nocami ze swojej własnej inicjatywy, a jak na razie ledwo mi się chce wziąć się za walijski, którego to niby kiedyś będę uczyć, albo za staroislandzki na który teraz mam straszliwą fazę (co chyba widać po tytułach). Nie wiem jak ja to zrobię, czuję odwieczny niedobór motywacji.
On a lighter note, znowu idzie jesień i zapowiada się pięknie i kolorowo, znowu nadchodzi czas mojej ulubionej pory roku. A Tolkien wbrew obiegowej opinii pisał zrozumiałym i pięknym językiem, jeszcze nigdzie nie znalazłem tylu bardzo archaicznych słów i konstrukcji. ‘Ai Ai’ wailed Legolas. ‘A Balrog! A Balrog is come!’
A Ty blondi wracaj szybko, bo znowu musimy się spić i porobić zdjęcia.
Við Erum Með Landakort Af Píanóinu
September 11, 2011
The wind plays flute
Through the cellar door
And on my window sill
Plays a sad old song
I hope tonight
You will touch my hair
And draw ghosts on my back
Znowu przyszła jesień i znowu wszystko wygląda lepiej. Jeszcze mniej niż zwykle jestem zdolny wysiedzieć w mieszkaniu, ciągnie mnie do bezsensownych, bezcelowych wędrówek po mieście. Stare strachy odchodzą, nowe się zaczynają. Dużo islandzkiej muzyki, dużo czytania, dużo nicnierobienia.
Fascynujące jest dla mnie poznawanie nowego środowiska, tej całej niezwykle skomplikowanej, wielowątkowej socjalnej sieci. Najpierw dotyka się jednego węzła, potem powoli odkrywa się inne, połączone z nim, nakłada się na zdobytą już wiedzę kolejne warstwy, różnorakie aspekty, odniesienia zaczynają łączyć się w mniejszą lub większą całość. Można to chyba porównać do poznawania nowego miasta. Pamiętacie jeszcze jak przyjechaliście zamieszkać do nowego miasta? Najpierw poznaje się najbliższą okolicę, parę uliczek wokół rynku, potem dochodzą te wszystkie historyczne, geograficzne, socjologiczne wiadomości, wszystko to co składa się na obraz miasta. Jednocześnie zawsze zostaje bolesna świadomość, że nigdy nie będzie się częścią środowiska na takim samym poziomie co osoba żyjąca w nim od urodzenia, widząca jego rozwój krok po kroku. I jeszcze, z miastami jak i z grupami ludzkimi jest tak samo: człowiek albo odchodzi albo żyje wystarczająco długo żeby ujrzeć ich erozję (lub też ewolucję, w zależności od światopoglądu).



























































