Kupiłem sobie ostatnio na Allegro podręcznik do fotografii z 1955. Wielbię książki o fotografii wydane daleko przed nadejściem cyfry, nie ma w nich żadnych bzdur, typu 300 stron o tym jak poprawić zdjęcie w fotoszopie, albo rozpływania się nad MTFami obiektywów. Skupiają się one na tych ciekawszych aspektach techniki fotograficznej: świetle, kompozycji, technice służącej do osiągnięcia tego czego się chce.

Oprócz tego sam fakt trzymania w ręku prawie 60-letniej książki sprawia radość, ta typografia, rysunki, papier, sam jej zapach. To jest to dzieciak, to jest to.

ImageImageImageImageImageImage

I trochę uroczego zeitgeistu:

Image

W ramach powrotu do fotografii analogowej wygrzebałem swoją jedynę kliszę zrobioną średnim formatem,  plastikową zabawką zwaną Druhem Synchro. Z kawałka kartonu i dużej ilości taśmy klejącej zbudowałem skaner do 6×6 i oto wyniki.

ImageImageImageImage

Zdjęcia kupione ze stosu w Starej Rzeźni, 1zł za sztukę. Ciekawe kim byli ci ludzie.

The Earth Plates Are Shifting

December 29, 2011

“Stanley had all the bad traits of the Poles. He was vain, vitriolic, violent, generous in a false way, romantic as a broken-down hack, loyal as a fool and deeply treacherous to boot. Above all, he was simply corroded with envy and jealousy.

There is one thing I like about the Poles – their language. Polish, when spoken by intelligent people, puts me in ecstasy. The sound of the language evokes strange images in which there is always a greensward of fine spiked grass in which hornets and snakes play a great part. (…) When [the Poles] spoke to one another, sometimes in French, sometimes in Polish, I sat back and watched them fascinatly. They made strange Polish grimaces, altogether unlike our relatives, who were stupid barbarians at bottom. The Poles were standing snakes fitted up with collars of hornets. I never knew what they were talking about but it always seemed to me as if they were politely assassinating someone. They were all fitted up with sabers and broadswords which they held in their teeth or brandished fiercely in a thundering charge. (…) They hissed their long polychromatic words through tiny, sensual mouths whose lips were soft as geraniums. These furious sorties with adders and rose petals made an intoxicating sort of music, a steel-gibber which could also register anomalous sounds like sobs and falling jets of water.” – Sexus Henry Miller

Himininn er að hrynja

October 5, 2011

Meh, irytuję sam siebie. Jako być-może-przyszły-PhD powinienem teraz uczyć się dniami i nocami ze swojej własnej inicjatywy, a jak na razie ledwo mi się chce wziąć się za walijski, którego to niby kiedyś będę uczyć, albo za staroislandzki na który teraz mam straszliwą fazę (co chyba widać po tytułach). Nie wiem jak ja to zrobię, czuję odwieczny niedobór motywacji.

On a lighter note, znowu idzie jesień i zapowiada się pięknie i kolorowo, znowu nadchodzi czas mojej ulubionej pory roku. A Tolkien wbrew obiegowej opinii pisał zrozumiałym i pięknym językiem, jeszcze nigdzie nie znalazłem tylu bardzo archaicznych słów i konstrukcji. ‘Ai Ai’ wailed Legolas. ‘A Balrog! A Balrog is come!’

A Ty blondi wracaj szybko, bo znowu musimy się spić i porobić zdjęcia.

The wind plays flute 
Through the cellar door 
And on my window sill 
Plays a sad old song 
I hope tonight 
You will touch my hair 
And draw ghosts on my back 

Znowu przyszła jesień i znowu wszystko wygląda lepiej. Jeszcze mniej niż zwykle jestem zdolny wysiedzieć w mieszkaniu, ciągnie mnie do bezsensownych, bezcelowych wędrówek po mieście. Stare strachy odchodzą, nowe się zaczynają. Dużo islandzkiej muzyki, dużo czytania, dużo nicnierobienia.

Fascynujące jest dla mnie poznawanie nowego środowiska, tej całej niezwykle skomplikowanej, wielowątkowej socjalnej sieci. Najpierw dotyka się jednego węzła, potem powoli odkrywa się inne, połączone z nim, nakłada się na zdobytą już wiedzę kolejne warstwy, różnorakie aspekty, odniesienia zaczynają łączyć się w mniejszą lub większą całość. Można to chyba porównać do poznawania nowego miasta. Pamiętacie jeszcze jak przyjechaliście zamieszkać do nowego miasta? Najpierw poznaje się najbliższą okolicę, parę uliczek wokół rynku, potem dochodzą te wszystkie historyczne, geograficzne, socjologiczne wiadomości, wszystko to co składa się na obraz miasta. Jednocześnie zawsze zostaje bolesna świadomość, że nigdy nie będzie się częścią środowiska na takim samym poziomie co osoba żyjąca w nim od urodzenia, widząca jego rozwój krok po kroku. I jeszcze, z miastami jak i z grupami ludzkimi jest tak samo: człowiek albo odchodzi albo żyje wystarczająco długo żeby ujrzeć ich erozję (lub też ewolucję, w zależności od światopoglądu).

Ostatnie cztery miesiące minęły tak szybko, nawet nie wiem kiedy.

Every town has a corner
Where I’ll see you and your friends too
Hanging out looking cool
Saying the same things over and over again
Sometimes we all feel stupid
We say the wrong things
You’re not the only one
Sometimes we all get left behind
In a race of style
It’s a dumb thing

The Suburbs

January 30, 2011

Let’s go for a drive
And see the town tonight
There’s nothing to do
But I don’t mind when I’m with you

This town’s so strange
They built it to change
And while we’re sleeping
All the streets get rearranged

Arcade Fire – Suburban War
Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 178 other followers